Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem wyborów. Na rynki finansowe wkradła się naturalna w okresie politycznych przesileń nerwowość. Realnej gospodarce jednak to nie zaszkodziło.

 
Polityka sobie, a gospodarka sobie. Twarde dane gospodarcze pokazały jak niekiedy daleko oderwana była od rzeczywistości kampania wyborcza. Dane statystyczne dają obraz stabilnej gospodarki w sytuacji szybkiego wzrostu, chociaż zapewne nie tak szybkiego, jak byśmy oczekiwali.
 
Skupmy się na gospodarce. Ten wehikuł jest nieźle rozpędzony. Choć na horyzoncie widać zagrożenia. powodów do optymizmu jest sporo. Na początku listopada wstępne dane GUS dotyczące PKB – okazało się, że w trzecim kwartale wzrost gospodarczy przyspieszył do 3,4 proc. w trzecim kwartale z 3,3 proc. w drugim. GUS skorygował także w górę wyniki PKB za pierwszy kwartał do 3,7 proc., co stwarza szansę, że obecny rok zakończymy całkiem przyzwoitym wzrostem 3,5 proc. 
 
Było porę zwiastunów tych dobrych wieści, utonęły one jednak w przedwyborczym zgiełku. Po pierwsze w październiku pojawiły się dane o dalszym spadku bezrobocia we wrześniu do 9,7 proc. Zdaniem  analityków stwarza to szanse, że po raz pierwszy od wielu lat zakończymy rok z jednocyfrową stopą bezrobocia. Po drugie szybciej niż oczekiwali analitycy rosła produkcja – o 4,1 proc. w ujęciu rocznym i aż o 15 proc. w ujęciu miesięcznym. Po trzecie wreszcie – prognozy na przyszłość są optymistyczne. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w październiku do 52,2 pkt z 50,9 pkt we wrześniu, sygnalizując największą poprawę warunków w tym sektorze od lipca tego roku. 
 
Dane statystyczne potwierdzają również rosnący popyt wewnętrzny, a to znak, że w niepewnej sytuacji na rynkach międzynarodowych, konsumpcja może tym czynnikiem, który będzie napędzał polską gospodarkę w najbliższych miesiącach. Świadczy o tym rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących, który według NBP wyniósł 959 mln euro. Ów deficyt po części wynikał z relatywnie mocnej dynamiki importu, świadczącej o umacniającej się konsumpcji w kraju. Potencjał do wzrostu jest, gdyż obserwowany w tym roku spadek stopy bezrobocia przy jednoczesnym wzroście dochodów realnych (chociażby ze względy na deflację, która w październiku wynosiła 0,7 proc) dotychczas nie przekładała się na znaczący wzrost sprzedaży detalicznej. Coraz bardziej prawdopodobne staje się jednak, że Polacy powoli zaczynają ruszać na zakupy.  NBP zanotował również ożywienie akcji kredytowej (wzrost o 8,8 proc. rok do roku) co może zwiastować szybszy wzrost inwestycji. 
 
Z tego możemy się cieszyć, a co będzie powodem do zmartwień? Poza utrzymująca się od kilku miesięcy niepewną sytuacją na rynkach międzynarodowych (spowolnienie w Chinach, utrzymujące się kłopoty Grecji, kryzys imigracyjny, konflikt na Wschodzie) jest też sporo problemów wewnętrznych z górnictwem na czele. Wprawdzie ta zasłużona niegdyś, a zadłużona dziś branża nie jest już wiodąca w polskiej gospodarce, jednak jej ewentualny upadek byłby odczuwalny w skali makro. To byłby również problem dla energetyki. Od tego jak ten problem będzie rozwiązany będą zależały ceny energii (na ile koncerny energetyczne będą finansować ratowanie górnictwa), a co za tym idzie konkurencyjność polskiej gospodarki i jej wzrost w dłuższej perspektywie. Wszelkie decyzje dotyczące przyszłości banków też należałoby podejmować ostrożnie – zbyt mocne obciążenia podatkowe mogłoby obniżyć akcję kredytową.
 
Zbyt duża ingerencja polityki w gospodarkę zawsze jej szkodziła. Z drugiej – politycy zawsze lubili pochwalić się dobrymi wskaźnikami makro. Pod tym względem nowy rząd z pewnością  nie będzie różnił się od poprzedniego. I to daje nadzieję, że nasza realna gospodarka sobie poradzi. Jak zawsze, od ponad 25 lat.